środa, 1 czerwca 2011
czwartek, 26 maja 2011
środa, 25 maja 2011
bla - bla - bla - bla.
Nie jesteś eksperymentem, nie jesteś obiektem badań, to nie jest kolejna zabawa w małego socjologa żeby rozkochać w sobie kolejną dziewczynę i opisywać jej reakcję. Jesteś moją miłością, sztuką i poezją. Czymś czemu dedykuję swoje życie... jesteś mną.
sobota, 14 maja 2011
wczoraj.
- Nie jestem zajebista...
- Jesteś! Bo ja tak mówię! I nie sprzeczaj się. Nie rycz, nie ma po co, jutro są farbeni i się zobaczymy. Znów się zobaczymy, znów będę mógł całować Cię po nosie i szyi śmiejąc się wszystkim w twarz, bo kurwa jestem szczęśliwy, bo mam Ciebie.
sobota, 7 maja 2011
sobota, 30 kwietnia 2011
dziś.
kocham Cię.
od samego początku.
kocham Cię.
żonkile stoją na baczność w szklanym kieliszku.
kocham Cię.
a motyle z braku tlenu trzepoczą mi w żołądku.
kocham Cię.
chodź, zostań ze mną już na zawsze.
kocham Cię.
uwielbiam patrzeć w Twoje oczy i trzymać Cię za rękę.
kocham Cię.
nie uciekaj.
kocham Cię.
cztery - cztery - dwa - cztery.
kocham Cię.
pięknie pachniesz.
kocham Cię.
uroczo śpisz, a rano miałeś najpiękniejszy uśmiech ze wszystkich możliwych...
sobota, 23 kwietnia 2011
czy to dalej nie-etyczne?...
zakochałam się? to już? cholera jasna, jutro minąłby miesiąc, jak z Tobą pierwszy raz rozmawiałam, a ja już jestem z Tobą w związku, już w tym prawdziwym, nie tylko na fejsbooku, już poznałam smak Twoich ust. lubię to, okrutnie to lubię, mam ciarki na plecach, kiedy o tym myślę.
sobota, 9 kwietnia 2011
nie.
nie dam się skrzywdzić.
nie będę się narzucać.
właściwie, to nie mam pojęcia, co się dzieje, wiem tylko, że dziś muszę uciec, pobiec gdzieś bardzo, bardzo daleko, sama, z wiatrem, z zeszytem, z długopisem i paczką chusteczek i muszę podjąć decyzję. avir i to przywiązanie do osoby E. musisz się odzwyczaić. nie możesz wciąż czekać z świeczkami na wiadomość, nie możesz też przytulać i nosić wszędzie ze sobą Siódmego, bo robią mu się dziurki. musisz zrozumieć, żaden facet nie wytrzyma z Tobą, jesteś okropnie zdołowana, boisz się świata, a on nawet nie przyjął przeprosin, nie pisze już do Ciebie słodziaku.
zniknęłaś z jego świata?...
w gruncie rzeczy, boisz się, bo wiesz, że i tak wszystko pryska jak bańka mydlana, wszystko ucieka, wszystko przelatuje przez palce.
zszyjesz mi Siódmego? zszyjesz mnie?
chciałabym. Ciebie. mieć. i. już.
jakoś tak. nie wiem, dlaczego. chciałabym móc trzymać Twoją łapkę, móc Cię przytulać i łaskotać. to dziwne i śmieszne. a jeśli nie, to poczekam, nie śpiesz się, poczekam, aż "będziemy znali się dłużej."
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
sixteen.
Więc, generalnie jest tak. Chyba każdy, kiedy dosięga go jakaś tam liczba, nowa, która od tego właśnie momentu zaczyna go określać, ma jakieś przemyślenia egzystencjalne. Niektórzy robią takie podsumowanie siebie dopiero podczas lat 30, kiedy okazuje się, że nie mają pewnej przyszłości, a cały ich czas poświęcany jest na karierę.
Ja skończyłam 16 lat. Właśnie dzisiaj, o 4:40.
Może to mało, faktycznie, ale to jest takie moje, własne. Jestem coraz starsza, czuję się staro, już niedługo pojawią mi się zmarszczki. Teraz muszę podjąć decyzję o tym, kim chcę być. Dlatego właśnie tutaj chcę zrobić podsumowanie.
A w zasadzie, nie tyle podsumowanie, co podziękować wszystkim, może nie każdemu z imienia, ale naprawdę wszelkim ludziom, którzy pojawili się w moim życiu i coś zmienili.
Kolejność w ogóle nie jest ważna.
TYCZKA. Ile to już my się znamy? 7 i pół, tak? I przez te 7,5 zdążyłyśmy miliard razy się pokłócić, pogodzić, przytulić, pocieszyć, obrazić, nawrzucać. Pamiętam, jak Cię pierwszy raz zobaczyłam. Milena z Klaudią rzuciła się na mnie i na Kaśkę, kiedy gadałyśmy przed klatką. Nie sądziłam wtedy, że zostaniemy Best friends ever, że będę pisała do Ciebie „Tyczka, wyjdź na klatkę”, a Ty będziesz czytała to, co on mi napisał, przytulała i starała się doprowadzić mnie do ładu. Każdy rok z naszej przyjaźni był jakąś przygodą, podpisaną „Sandra”, „ZHP”, „Kwiatek”. Pamiętam jeszcze do dzisiaj ten poranek po „nocce”, kiedy weszła moja babcia i oceniła nas na miłość lesbijską. Większość wspomnień wciąż wiruje po mojej głowie, jak w pralce, te najnowsze, jak na przykład wczorajsza Majlej Sajrus czy te dawne, jak na przykład wtedy, kiedy rozwaliłaś głowę Kostaniakowi moim jabłuszkiem.
Dziękuję Ci za to. Naprawdę. Z całego mojego małego serduszka. Byłaś i jesteś nadal dla mnie największym oparciem, choć wkurzasz mnie jak nikt inny, kiedy się nie rozumiemy, lub mówisz mi o czymś, o czym ja nie mam pojęcia. Dziękuję Ci za to, że zawsze możesz Ty do mnie, ja do Ciebie wpaść, że mogę napisać na gadu „Tyyku” i coś Ci opowiedzieć. Tak samo, jak Ty możesz do mnie zadzwonić i poprosić, żebym przyszła, bo „coś się stało”. I zawsze będziesz mogła, tego, kim dla mnie jesteś nie wyrażą te słowa, nie wyrazi też żaden gest. Zrobiłabym dla Ciebie wszystko, nawet, jakbym powtarzała „no chyba Cię coś”.
OSKAR. Dobrze wiem, że pewnie teraz się zastanawiasz, dlaczego właściwie Cię tutaj umieszczam. A może nie Ty, co armia, moja najwspanialsza armia, w której jestem, armia przyjaciółek. Odpowiedź, dlaczego jest zbyt banalna.
Zmieniłeś w moim życiu… No, hohoho, mnóstwo zmieniłeś. W zaledwie kilka minut potrafiłeś zmienić mnie w najszczęśliwszą dziewczynę na ziemi, chichrającą się z każdej głupoty, patrzącej na świat przez różowe okulary. Jednocześnie, jednym słowem zamieniałeś mnie w kupkę pyłu, prochu, potrafiłeś mnie zniszczyć jak niszczy się stare, bezużyteczne samochody. To dzięki Tobie chodziłam w skowronkach, a każda moja czynność była wykonywana z myślą o Tobie. Byłeś tak daleko, a tak blisko mnie. Niech się śmieje, niech się śmieją, ale pokazałeś mi, co to znaczy kochać. Odkryłeś we mnie tę miłość. Dziękuję Ci za to, za to, że jestem inna, że tak cholernie namieszałeś mi w życiu. Inaczej byłoby ono strasznie nudne. Dziękuję Ci za każdy e-mail, który teraz czytam, wspominając z uśmiechem na ustach. Nie winię Cię za nic, jesteśmy tylko ludźmi, więc przestań się sam już zadręczać. To mi dużo dało. Dało mi może nie tyle siły, co cierpliwości. Dzięki Tobie pokochałam wszystko, co wcześniej budziło we mnie odrazę. Wiesz o mnie najwięcej. Znasz mnie jak nikt inny. Zawsze będziesz mógł do mnie napisać, a ja, jak tylko będę potrafiła, postaram Ci się pomóc. Z całych moich, Shizowatych sił.
Dziękuję Ci za to, że byłeś. Że tak perfekcyjnie nauczyłeś mnie kochać. Że mogę teraz z czystym sumieniem powiedzieć, że rozdział „Izabela&Oskar” został zamknięty i jest teraz szczerym uśmiechem na ustach.
AVIR… Do Was napiszę razem. Dlaczego? Bo jesteście tą pozytywną energią, która we mnie kipi. Nawet jak mnie nie słuchacie i chce mi się przez Was płakać to i tak Was kocham. Kurde, to jest dziwne, nie znamy się przecież jakoś specjalnie długo, a ja Was pokochałam i ciągle kombinuję, jak sprawić, żebyśmy były coraz lepsze. Uwielbiam, jak do mnie piszecie, wszystkie naraz na fejsie, jak dostaję buziaki na gadu-gadu. Zawsze chciałam mieć zastęp idealny, ale nigdy w życiu nie wymarzyłam sobie AŻ TAK WYCZEPISTEGO W KOSMOS <3. Razem zajdziemy daleko :). Dziękuję Wam, że jesteście, a jesteście najlepsze na świecie!
JULSON... Podolaku, z kim ja bym tak namiętnie pisała po repetytorium o NICH jak nie z Tobą? Kto by mi lepiej poradził, jak nie Ty? Trudno jest to wszystko zebrać w jakieś ryzy, przecież ani ja nie jestem Twoją najlepszą przyjaciółką, ani Ty moją. Mimo to, jesteś dla mnie ważna. Masz najbardziej odwalone pomysły ze wszystkich. Wiesz, że zawsze, kiedy masz ochotę na wagary, możesz napisać do mnie, bo rzadko odmawiam. Wiesz, że, kiedy masz problem z jednym z tych durniów, możesz napisać do mnie, a Shiza powie RMP i postara się pomóc?
Pamiętasz wykładziki pod Twoją klatką? Pamiętasz nasze wspólne opowieści, bycie brzydkimi dziewczynkami? Uśmiechy ukradkiem posyłane przez klasę?
Nie męcz się z nim. Postanów coś. Albo miej na niego wyjebane i poszukaj sobie kogoś, kto na Ciebie zasługuje, albo spraw, żeby zrozumiał, że musi się postarać. To jest banalne. Proste. Proszę, zrób to dla mnie. Bo będziesz się tak męczyć, jak ja z Oskarem, wtedy, kiedy zaczęłam brać różne dziwne rzeczy. Dziękuję Ci za wszystko <3.
cdn.
wtorek, 29 marca 2011
To proste, wystarczy nie pamiętać o innych, zostaniemy razem, nie mówmy nic, nie zakłócajmy tego wewnętrznego spokoju, przecież zaraz narodzimy się ponownie, dwie dusze w jednym ciele, będziemy tak diabolicznie szczęśliwi we dwoje, nie odchodź, zapomnij o tym pieprzonym pociągu, on nawet nie przyjedzie, porwie go Persefona, zostań tu, ze mną, zostań, poczekajmy razem na koniec świata.
To nie jest normalne, powtarzam Ci, choć nie wiem, czy mówię to naprawdę, czy tylko w mojej głowie, rzuciłeś na mnie urok, jestem Twoja, cała, być może masz dostęp do moich myśli, odnalazłeś klucz, poznałeś język. Bądź moim Kolumbem, odkryj mnie na nowo, czekałam na to cały rok, marzyłam o tym, nie myśl nic, po prostu spełnij nasze wspólne sny, nie obawiaj się, nie uciekaj, zrób ze mnie kobietę.
Muskasz moje usta, delikatnie, jakby były uszyte z jedwabiu, podoba mi się to, nie marudzę, zamykam oczy i otwieram je z powrotem, żeby móc patrzeć w te Twoje, w te iskierki, tą radość.
Jestem prawdziwa, czujesz mnie, mam ciepłe dłonie, zagrzane, Ty też masz ciepłe, gorące, przyjemne, patrzysz na mnie, mam motyle w brzuchu, jestem tak chorobliwie szczęśliwa, błyszczą mi się oczy… Całuj albo ja Cię pocałuję, zcałuję z Ciebie wszystkie troski. Będziemy we dwoje, ja i Ty, czekałam na to, nie psujmy tego, to jest magiczne, staniemy się jednością, nie będzie ani mnie ani Ciebie, będziemy my…
Jestem powietrzem. Jestem oddechem. Jestem aniołem. Jestem diabłem. Jestem barwnością. Jestem bezkolorem. Jestem ciekawością. Jestem znudzeniem. Jestem milczeniem. Jestem krzykiem. Jestem wodą. Jestem złotem. Jestem brązem. Jestem czekoladą. Jestem goryczą. Jestem niebem. Jestem słońcem. Jestem deszczem. Jestem czekaniem. Jestem Tobą. Uwierz w to, nie psuj tego, zostań, bądźmy razem…
Patrzę na Ciebie, Twoje zielone oczy, roześmiane, dobre, kochane, Twoje szczupłe palce prawej dłoni, bawiące się z moimi, idealnie gładkie, miękkie, drugą dłonią zagrzewasz moje podbrzusze, masujesz, delikatnie, subtelnie, jestem królową, Ty jesteś królem, panujemy nad światem, nie przerywaj, to jest taka nasza burza, nasza mała wojna, jestem Twoim żołnierzem, wydawaj rozkazy, chcę być przez chwilę Twoją podwładną.
Zostań.
// napisany tak bardzo dawno temu.
poniedziałek, 28 marca 2011
pianino.
Dokładnie pamiętam, z jaką czcią dotykała pianina. Poruszała delikatnie palcami, aby naciskały kolejne mlecznobiałe klawisze, które wraz z swoimi wyższymi odpowiednikami koloru czarnego, czasem wydawały mi się filmem o galopującej zebrze. Często, wydobywając dźwięk z tego „ozdobnego” jakby mogło się wydawać instrumentu, gubiła się zupełnie w świecie muzyki, opowiadała nutami o swoich nastrojach i wydarzeniach. Nie była, co prawda, mistrzynią jak Chopin czy Beethoven, bo miewała dosyć bolesne dla uszu pomyłki, jednak i tak czarowała swych słuchających. Pamiętam, że ilekroć siadała na stołku, okutym ciemną skórą i zaczynała odbywać cały swój majestat muzyczny, stawałem oniemiały we framudze drzwi, niekiedy rozlewałem herbatę na drewniane panele.
A teraz...
Jej nie ma.
poniedziałek, 21 marca 2011
w taką noc...
...daj mi chwilę...
a w tym samym czasie, mogłabym właśnie być w lunaparku z chłopakiem, który będzie się starał zrobić wszystko, żebym przestała tak myśleć. który będzie robił, nie myślał, mówił, pisał. który będzie budził mnie rano i wieczorem swym uśmiechem, podawał kubki z kolejnymi kawami. spokojnie znosił moje pmsy, zmieniając tok myślenia.
izabela, izabela, witaj w świecie urodzonych samobójców, skoczków z krawężnika, ćpunów cukru i podcinaczami żył linijką. witaj w świecie sztucznych tamponów, krwi, smakującej jak miód.
niedziela, 20 marca 2011
hi darling.
skurwiłaś pięknie sobie dzień. skurwiaj bardziej. witaj magiczna niedzielo, witaj toaleto i witajcie łzy zaschnięte na policzkach. witaj odpoczynku w imię Twojego Boga. witajcie koszmary, tragiczna pielgrzymko, witajcie groby i trupy moich przyjaciół.
witaj evanescence, witaj jeszcze jedno.
marzenia, marzenia.
kiedy chciałaś, żeby wszystko było puchowe, różowe, żeby wróciło lato, żebyś paliła fajki oparta o balkon, słuchała wyznań przed wschodzącym słońcem, żebyś piła hektolitry Jacka Danielsa, żebyś leżała łagodnie w trawie i oddychała promykami spadającego na piegi słońca.
chciałaś, żeby trawa już była zielona, żeby drzewa kwitły tymi białymi sukienkami, żeby pić o świcie latte macchiato w porcelanowych filiżankach.
kiedyś.
kiedyś to znaczy dwie, trzy godziny temu.
piątek, 18 lutego 2011
first.
nie, to nie jest żaden cytat lub zdanie sformułowane na opis czy setny wpis na soupie. wcale nie wymyśliłam tego, by którykolwiek z moich przyjaciół wreszcie mnie zauważył. no, może z zauważaniem mojej osoby nie jest tak trudno, aczkolwiek na pewno ciężko jest z moimi problemami. według nich oczywiście jestem świątynią jogi i one po prostu rozpływają się w powietrzu przy kolejnych powtórzeniach mantry.
ewentualnie rozwiązuję je sama, bo przecież po co na lekcjach wf'u siedzę sama pod ścianą i moje czynności ograniczają się do patrzenia w okno i przełączania piosenek?
- ciii, zostaw ją, myśli... a widziałaś tą nową apaszkę od Hermesa?...
witajcie, nazywam się wielka myśląca Pirania, nie mam żadnych problemów, a cała szkoła zdaje się mieć ubaw, gdy nazywa mnie tą wychodzącą dziewczynką z klątwy.
z resztą, nawet nie wiem, o co im chodzi - nigdy nie oglądałam tego filmu.