środa, 8 czerwca 2011

chociaż...

a może wszystko to złudzenie? zaraz pryśnie jak bańka mydlana. miłość nie będzie miłością. przestanie być sensem życia, przestanie mnie interesować. przyjaźń ucieknie, przesypie się przez palce...
może jeszcze kiedyś się zakocham.
a w chwili obecnej... just fuck it. żyjmy chwilą. czas pokaże.
_______
to jeszcze takie moje małe rozmyślania przed snem, przychodzące jak koty.

armageddon.

padnij.
lecę, pędzę. powoli odpadają mi nogi, rozkruszają się na twardym, zszarzałym cemencie. biegnę, wokół jest tak zielono, tak pięknie.
wszystko jest złudzeniem, a ja jestem złudnie szczęśliwa. kręcę się, kręcę, upadam, podnoszę, zanoszę się śmiechem. jestem szczęśliwa, jestem po prostu popierdolona.
nie ma miłości, krzyczą nagłówki gazet w mojej głowie, nie ma, możesz iść i się przelizać, przeruchać, możesz to zrobić, nie ma miłości. i tak wyjdziesz za przyjaciela, za człowieka, z którym po prostu będzie dobrze Ci się żyło. o ile, w ogóle. nie będziesz go kochać, będziesz kochać Wasze dzieci. bo Ty je urodzisz. bo będą Twoje.
nie ma miłości, jest za to zawistne zapotrzebowanie na szczęście. jestem ja. jesteś Ty. jest on i ona. cała reszta to złudzenie. fałszywa choreografia. źle dobrane dekoracje.
jestem ja, jesteś Ty. leżymy na trawie. zaraz będziemy się kochać. zaraz. już zaraz. powoli ściągacie z siebie ubrania. powoli. leniwie. a potem, ubierzemy się, spojrzymy sobie w oczy i już nigdy więcej się nie zobaczymy.
przyjaciele, niewidzialne anioły. trzymają Twoją głowę nad muszlą, podają herbaty, mówią kojąco "pomoże Ci to". na chwile odchodzą, starają się ogarnąć kuchnię, bo przecież zaraz Twoi rodzice, potem znów wracają, głaszczą Cię po głowie...
jestem szczęśliwa.
___________________________
"z dedykacją dla Ciebie. ale nie, nie, nie musisz dla mnie, no gdzie. oj tak, napiszę z dedykacją dla Ciebie. och, przestań, co Ty."
jak obiecałam, Kościu. bełkot szczęśliwej i jakże ostatnio rudej "wokalistki".

środa, 1 czerwca 2011

nie skomentuję.
masz rację, kurwa, zranisz mnie mniej, zrywając przez gadu-gadu i pieprząc głupoty typu "TAK BĘDZIE LEPIEJ". W DUPIE BYŁEŚ, GÓWNO WIDZIAŁEŚ! nawet znienawidzić Cię nie potrafię. wszystko traci sens. coraz bardziej, coraz mocniej...
przestaję.
nie mam sensu.
nie mogłeś zostawić mnie w spokoju, skoro wiedziałeś, jaki jesteś?...
od łez coraz bardziej puchną mi policzki...


- Słucham?... A, cześć, długo się nie odzywałeś, co tam u Ciebie słychać?... O to dobrze, cieszę się, a u mamy też wszystko ok? Pozdrów ją… U Idy? Chyba dobrze, chodzi na zajęcia, nawet dostaje coraz lepsze oceny... Ale nie rozumiem po co o Nią pytasz, skoro ją zostawiłeś… To nie jest tak, że ona nie oddycha, czy umarła. Normalnie chodzi, pije herbatę, bierze prysznic, sprząta w pokoju, ale żadna z tych czynności nie ma dla niej sensu... No właśnie… Nie rozumiemy?! Czekaj, czyli miałeś prawo ją porzucić, doprowadzić, żeby brała jakieś prochy… Dlaczego z dala od Niej?... Bardziej ją zranisz, gdy się dowie, że byłeś, a do Niej nie przyszedłeś… No pa…
***
- Cześć, z tej strony Kuba… U mnie? Wszystko w porządku… Tak, tak, pozdrowię. Słuchaj, mam do Ciebie pytanie. Nie wiesz może, co tam u Idy?... Aha… Wiesz, po prostu muszę wiedzieć, czy wszystko u niej w porządku i czy oddycha… Co?... Ludzie, dlaczego Wy nic nie rozumiecie?... No tak. Być może. Z resztą, pogadamy, jak się spotkamy. Niedługo przyjadę do Was, ale będę musiał być daleko od Niej… Nie chcę jej ponownie ranić, to wszystko… Wiem, wiem. Muszę kończyć. Do zobaczenia.

czwartek, 26 maja 2011

kochanie, mam takie pytanie.
kiedy zobaczymy się dłużej niż 15 min? kiedy mnie porwiesz z daleka od tych wszystkich popierdolonych ludzi, żebym mogła się do Ciebie przytulić, całować Cię wszędzie, zapomnieć o czasie?
kiedy będę mogła uciec w Twoje ramiona, posłuchać Twojego słodkiego głosu, który będzie przyprawiał mnie o kolejne łzy w oczach?

kiedy, kochanie, kiedy?

tęsknię za tym ja-i-Ty. i nikt więcej. tylko my.


wracaj do mnie. wracaj. szybko. bo nie wytrzymam. bo przestanę oddychać.

środa, 25 maja 2011

bla - bla - bla - bla.

Nie jesteś eksperymentem, nie jesteś obiektem badań, to nie jest kolejna zabawa w małego socjologa żeby rozkochać w sobie kolejną dziewczynę i opisywać jej reakcję. Jesteś moją miłością, sztuką i poezją. Czymś czemu dedykuję swoje życie... jesteś mną.
kocham Cię, nosz kurwa, kocham! <3.

sobota, 14 maja 2011

wczoraj.

grill, alko, grill, alko...

- Nie jestem zajebista...
- Jesteś! Bo ja tak mówię! I nie sprzeczaj się. Nie rycz, nie ma po co, jutro są farbeni i się zobaczymy. Znów się zobaczymy, znów będę mógł całować Cię po nosie i szyi śmiejąc się wszystkim w twarz, bo kurwa jestem szczęśliwy, bo mam Ciebie.

wiesz, że Cię kocham?

sobota, 7 maja 2011

hej, wiesz co?
odkryłam powód mojej niezidentyfikowanej melancholii, którą zadręczałam Cię przez ostatni czas. no i wczorajszego kapryśnego bólu brzucha na koncercie.
cieszysz się?

sobota, 30 kwietnia 2011

dziś.

jestem Twoja.
kocham Cię.
od samego początku.
kocham Cię.
żonkile stoją na baczność w szklanym kieliszku.
kocham Cię.
a motyle z braku tlenu trzepoczą mi w żołądku.
kocham Cię.
chodź, zostań ze mną już na zawsze.
kocham Cię.
uwielbiam patrzeć w Twoje oczy i trzymać Cię za rękę.
kocham Cię.
nie uciekaj.
kocham Cię.
cztery - cztery - dwa - cztery.
kocham Cię.
pięknie pachniesz.
kocham Cię.
uroczo śpisz, a rano miałeś najpiękniejszy uśmiech ze wszystkich możliwych...

sobota, 23 kwietnia 2011

czy to dalej nie-etyczne?...

- nie cytuj mnie na soupie.
dlaczego, na soupie zamieszczam wszystko, co jest dla mnie ważne, wszystko, co ma jakąś wartość, co można wpisać do jakiejś książki, może mojej biografii, ale dobrze, niech tak będzie, z resztą, mówiłam, żebyś tam nie wchodził, a Ty musiałeś mi zrobić na złość.
zakochałam się? to już? cholera jasna, jutro minąłby miesiąc, jak z Tobą pierwszy raz rozmawiałam, a ja już jestem z Tobą w związku, już w tym prawdziwym, nie tylko na fejsbooku, już poznałam smak Twoich ust. lubię to, okrutnie to lubię, mam ciarki na plecach, kiedy o tym myślę.

hej. chodź, przytul mnie. chodź, ukradnijmy niebo. chodź, zakochałam się.

sobota, 9 kwietnia 2011

nie.

nie, nie.
nie dam się skrzywdzić.
nie będę się narzucać.

właściwie, to nie mam pojęcia, co się dzieje, wiem tylko, że dziś muszę uciec, pobiec gdzieś bardzo, bardzo daleko, sama, z wiatrem, z zeszytem, z długopisem i paczką chusteczek i muszę podjąć decyzję. avir i to przywiązanie do osoby E. musisz się odzwyczaić. nie możesz wciąż czekać z świeczkami na wiadomość, nie możesz też przytulać i nosić wszędzie ze sobą Siódmego, bo robią mu się dziurki. musisz zrozumieć, żaden facet nie wytrzyma z Tobą, jesteś okropnie zdołowana, boisz się świata, a on nawet nie przyjął przeprosin, nie pisze już do Ciebie słodziaku.
zniknęłaś z jego świata?...
w gruncie rzeczy, boisz się, bo wiesz, że i tak wszystko pryska jak bańka mydlana, wszystko ucieka, wszystko przelatuje przez palce.

zszyjesz mi Siódmego? zszyjesz mnie?

chciałabym. Ciebie. mieć. i. już.
jakoś tak. nie wiem, dlaczego. chciałabym móc trzymać Twoją łapkę, móc Cię przytulać i łaskotać. to dziwne i śmieszne. a jeśli nie, to poczekam, nie śpiesz się, poczekam, aż "będziemy znali się dłużej."

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

sixteen.

Więc, generalnie jest tak. Chyba każdy, kiedy dosięga go jakaś tam liczba, nowa, która od tego właśnie momentu zaczyna go określać, ma jakieś przemyślenia egzystencjalne. Niektórzy robią takie podsumowanie siebie dopiero podczas lat 30, kiedy okazuje się, że nie mają pewnej przyszłości, a cały ich czas poświęcany jest na karierę.

Ja skończyłam 16 lat. Właśnie dzisiaj, o 4:40.

Może to mało, faktycznie, ale to jest takie moje, własne. Jestem coraz starsza, czuję się staro, już niedługo pojawią mi się zmarszczki. Teraz muszę podjąć decyzję o tym, kim chcę być. Dlatego właśnie tutaj chcę zrobić podsumowanie.

A w zasadzie, nie tyle podsumowanie, co podziękować wszystkim, może nie każdemu z imienia, ale naprawdę wszelkim ludziom, którzy pojawili się w moim życiu i coś zmienili.

Kolejność w ogóle nie jest ważna.

TYCZKA. Ile to już my się znamy? 7 i pół, tak? I przez te 7,5 zdążyłyśmy miliard razy się pokłócić, pogodzić, przytulić, pocieszyć, obrazić, nawrzucać. Pamiętam, jak Cię pierwszy raz zobaczyłam. Milena z Klaudią rzuciła się na mnie i na Kaśkę, kiedy gadałyśmy przed klatką. Nie sądziłam wtedy, że zostaniemy Best friends ever, że będę pisała do Ciebie „Tyczka, wyjdź na klatkę”, a Ty będziesz czytała to, co on mi napisał, przytulała i starała się doprowadzić mnie do ładu. Każdy rok z naszej przyjaźni był jakąś przygodą, podpisaną „Sandra”, „ZHP”, „Kwiatek”. Pamiętam jeszcze do dzisiaj ten poranek po „nocce”, kiedy weszła moja babcia i oceniła nas na miłość lesbijską. Większość wspomnień wciąż wiruje po mojej głowie, jak w pralce, te najnowsze, jak na przykład wczorajsza Majlej Sajrus czy te dawne, jak na przykład wtedy, kiedy rozwaliłaś głowę Kostaniakowi moim jabłuszkiem.

Dziękuję Ci za to. Naprawdę. Z całego mojego małego serduszka. Byłaś i jesteś nadal dla mnie największym oparciem, choć wkurzasz mnie jak nikt inny, kiedy się nie rozumiemy, lub mówisz mi o czymś, o czym ja nie mam pojęcia. Dziękuję Ci za to, że zawsze możesz Ty do mnie, ja do Ciebie wpaść, że mogę napisać na gadu „Tyyku” i coś Ci opowiedzieć. Tak samo, jak Ty możesz do mnie zadzwonić i poprosić, żebym przyszła, bo „coś się stało”. I zawsze będziesz mogła, tego, kim dla mnie jesteś nie wyrażą te słowa, nie wyrazi też żaden gest. Zrobiłabym dla Ciebie wszystko, nawet, jakbym powtarzała „no chyba Cię coś”.

OSKAR. Dobrze wiem, że pewnie teraz się zastanawiasz, dlaczego właściwie Cię tutaj umieszczam. A może nie Ty, co armia, moja najwspanialsza armia, w której jestem, armia przyjaciółek. Odpowiedź, dlaczego jest zbyt banalna.

Zmieniłeś w moim życiu… No, hohoho, mnóstwo zmieniłeś. W zaledwie kilka minut potrafiłeś zmienić mnie w najszczęśliwszą dziewczynę na ziemi, chichrającą się z każdej głupoty, patrzącej na świat przez różowe okulary. Jednocześnie, jednym słowem zamieniałeś mnie w kupkę pyłu, prochu, potrafiłeś mnie zniszczyć jak niszczy się stare, bezużyteczne samochody. To dzięki Tobie chodziłam w skowronkach, a każda moja czynność była wykonywana z myślą o Tobie. Byłeś tak daleko, a tak blisko mnie. Niech się śmieje, niech się śmieją, ale pokazałeś mi, co to znaczy kochać. Odkryłeś we mnie tę miłość. Dziękuję Ci za to, za to, że jestem inna, że tak cholernie namieszałeś mi w życiu. Inaczej byłoby ono strasznie nudne. Dziękuję Ci za każdy e-mail, który teraz czytam, wspominając z uśmiechem na ustach. Nie winię Cię za nic, jesteśmy tylko ludźmi, więc przestań się sam już zadręczać. To mi dużo dało. Dało mi może nie tyle siły, co cierpliwości. Dzięki Tobie pokochałam wszystko, co wcześniej budziło we mnie odrazę. Wiesz o mnie najwięcej. Znasz mnie jak nikt inny. Zawsze będziesz mógł do mnie napisać, a ja, jak tylko będę potrafiła, postaram Ci się pomóc. Z całych moich, Shizowatych sił.

Dziękuję Ci za to, że byłeś. Że tak perfekcyjnie nauczyłeś mnie kochać. Że mogę teraz z czystym sumieniem powiedzieć, że rozdział „Izabela&Oskar” został zamknięty i jest teraz szczerym uśmiechem na ustach.

AVIR… Do Was napiszę razem. Dlaczego? Bo jesteście tą pozytywną energią, która we mnie kipi. Nawet jak mnie nie słuchacie i chce mi się przez Was płakać to i tak Was kocham. Kurde, to jest dziwne, nie znamy się przecież jakoś specjalnie długo, a ja Was pokochałam i ciągle kombinuję, jak sprawić, żebyśmy były coraz lepsze. Uwielbiam, jak do mnie piszecie, wszystkie naraz na fejsie, jak dostaję buziaki na gadu-gadu. Zawsze chciałam mieć zastęp idealny, ale nigdy w życiu nie wymarzyłam sobie AŻ TAK WYCZEPISTEGO W KOSMOS <3. Razem zajdziemy daleko :). Dziękuję Wam, że jesteście, a jesteście najlepsze na świecie!

JULSON... Podolaku, z kim ja bym tak namiętnie pisała po repetytorium o NICH jak nie z Tobą? Kto by mi lepiej poradził, jak nie Ty? Trudno jest to wszystko zebrać w jakieś ryzy, przecież ani ja nie jestem Twoją najlepszą przyjaciółką, ani Ty moją. Mimo to, jesteś dla mnie ważna. Masz najbardziej odwalone pomysły ze wszystkich. Wiesz, że zawsze, kiedy masz ochotę na wagary, możesz napisać do mnie, bo rzadko odmawiam. Wiesz, że, kiedy masz problem z jednym z tych durniów, możesz napisać do mnie, a Shiza powie RMP i postara się pomóc?

Pamiętasz wykładziki pod Twoją klatką? Pamiętasz nasze wspólne opowieści, bycie brzydkimi dziewczynkami? Uśmiechy ukradkiem posyłane przez klasę?

Nie męcz się z nim. Postanów coś. Albo miej na niego wyjebane i poszukaj sobie kogoś, kto na Ciebie zasługuje, albo spraw, żeby zrozumiał, że musi się postarać. To jest banalne. Proste. Proszę, zrób to dla mnie. Bo będziesz się tak męczyć, jak ja z Oskarem, wtedy, kiedy zaczęłam brać różne dziwne rzeczy. Dziękuję Ci za wszystko <3.


cdn.

wtorek, 29 marca 2011

Uwielbiam Twoje dłonie, mruczy mi do ucha, delikatnie je dotyka opuszkami, wędruje po linii życia i miłości, zachwyca się, podnosi do ust, całuje, wyczuwa zapach różanego kremu, kupionego dawno temu, uśmiecha się, gdy woń drażni się z jego nozdrzami, spogląda mi głęboko w oczy. To nie jest normalne, szepczę i zaczynam chichotać, a on nadal gładzi kostki moich palców. Czuję się jak ofiara jakiegoś zaklęcia, zaczarował mnie, dotyka w taki wspaniały sposób i w takich prozaicznych miejscach. Przeżywam swojego rodzaju spełnienie, wcale nie potrzebuję być naga, wystarcza mi kontakt dłoni, tak, właśnie w taki sposób, chcę spędzić z Tobą resztę życia, najdroższy, chcę, żebyś nauczył mnie dotykać w taki sposób Ciebie, nie odchudź nigdy, zostańmy tutaj razem.
To proste, wystarczy nie pamiętać o innych, zostaniemy razem, nie mówmy nic, nie zakłócajmy tego wewnętrznego spokoju, przecież zaraz narodzimy się ponownie, dwie dusze w jednym ciele, będziemy tak diabolicznie szczęśliwi we dwoje, nie odchodź, zapomnij o tym pieprzonym pociągu, on nawet nie przyjedzie, porwie go Persefona, zostań tu, ze mną, zostań, poczekajmy razem na koniec świata.
To nie jest normalne, powtarzam Ci, choć nie wiem, czy mówię to naprawdę, czy tylko w mojej głowie, rzuciłeś na mnie urok, jestem Twoja, cała, być może masz dostęp do moich myśli, odnalazłeś klucz, poznałeś język. Bądź moim Kolumbem, odkryj mnie na nowo, czekałam na to cały rok, marzyłam o tym, nie myśl nic, po prostu spełnij nasze wspólne sny, nie obawiaj się, nie uciekaj, zrób ze mnie kobietę.
Muskasz moje usta, delikatnie, jakby były uszyte z jedwabiu, podoba mi się to, nie marudzę, zamykam oczy i otwieram je z powrotem, żeby móc patrzeć w te Twoje, w te iskierki, tą radość.
Jestem prawdziwa, czujesz mnie, mam ciepłe dłonie, zagrzane, Ty też masz ciepłe, gorące, przyjemne, patrzysz na mnie, mam motyle w brzuchu, jestem tak chorobliwie szczęśliwa, błyszczą mi się oczy… Całuj albo ja Cię pocałuję, zcałuję z Ciebie wszystkie troski. Będziemy we dwoje, ja i Ty, czekałam na to, nie psujmy tego, to jest magiczne, staniemy się jednością, nie będzie ani mnie ani Ciebie, będziemy my…
Jestem powietrzem. Jestem oddechem. Jestem aniołem. Jestem diabłem. Jestem barwnością. Jestem bezkolorem. Jestem ciekawością. Jestem znudzeniem. Jestem milczeniem. Jestem krzykiem. Jestem wodą. Jestem złotem. Jestem brązem. Jestem czekoladą. Jestem goryczą. Jestem niebem. Jestem słońcem. Jestem deszczem. Jestem czekaniem. Jestem Tobą. Uwierz w to, nie psuj tego, zostań, bądźmy razem…
Patrzę na Ciebie, Twoje zielone oczy, roześmiane, dobre, kochane, Twoje szczupłe palce prawej dłoni, bawiące się z moimi, idealnie gładkie, miękkie, drugą dłonią zagrzewasz moje podbrzusze, masujesz, delikatnie, subtelnie, jestem królową, Ty jesteś królem, panujemy nad światem, nie przerywaj, to jest taka nasza burza, nasza mała wojna, jestem Twoim żołnierzem, wydawaj rozkazy, chcę być przez chwilę Twoją podwładną.
Zostań.



// napisany tak bardzo dawno temu.

poniedziałek, 28 marca 2011

pianino.

Dokładnie pamiętam, z jaką czcią dotykała pianina. Poruszała delikatnie palcami, aby naciskały kolejne mlecznobiałe klawisze, które wraz z swoimi wyższymi odpowiednikami koloru czarnego, czasem wydawały mi się filmem o galopującej zebrze. Często, wydobywając dźwięk z tego „ozdobnego” jakby mogło się wydawać instrumentu, gubiła się zupełnie w świecie muzyki, opowiadała nutami o swoich nastrojach i wydarzeniach. Nie była, co prawda, mistrzynią jak Chopin czy Beethoven, bo miewała dosyć bolesne dla uszu pomyłki, jednak i tak czarowała swych słuchających. Pamiętam, że ilekroć siadała na stołku, okutym ciemną skórą i zaczynała odbywać cały swój majestat muzyczny, stawałem oniemiały we framudze drzwi, niekiedy rozlewałem herbatę na drewniane panele.

A teraz...

Jej nie ma.

poniedziałek, 21 marca 2011

w taką noc...

ciche stukanie w drzwi, łomot, pisk w uszach. na oczy wychodzą mrówki, rozmazują obraz, pisk w głowie staje się nie do zniesienia, więc siadasz na podłodze, łapiesz się za uszy, zaczynasz klaskać, robić wszystko, żeby przerwać piski. zasłabnięcie. tak to się chyba nazywa, bo zaraz tracisz siły...
...daj mi chwilę...
a w tym samym czasie, mogłabym właśnie być w lunaparku z chłopakiem, który będzie się starał zrobić wszystko, żebym przestała tak myśleć. który będzie robił, nie myślał, mówił, pisał. który będzie budził mnie rano i wieczorem swym uśmiechem, podawał kubki z kolejnymi kawami. spokojnie znosił moje pmsy, zmieniając tok myślenia.
izabela, izabela, witaj w świecie urodzonych samobójców, skoczków z krawężnika, ćpunów cukru i podcinaczami żył linijką. witaj w świecie sztucznych tamponów, krwi, smakującej jak miód.

niedziela, 20 marca 2011

hi darling.

witaj kochanie, herbaty? usiądź wygodnie, rozgość się, a ja polecę i zrobię... tak jak zawsze łyżeczkę cukru? skąd go mam? mama była rano i przywiozła. tak, musiała ze mną porozmawiać. niestety, znowu chodziło o moją siostrę. no wiesz, jest o krok od wyrzucenia ze szkoły... nie, no, nie będę Cię zamęczać, poczekaj, pójdę po tą herbatę, nie, nie trzeba mi pomagać, naprawdę, dam sobie radę, to przecież nic takiego...

skurwiłaś pięknie sobie dzień. skurwiaj bardziej. witaj magiczna niedzielo, witaj toaleto i witajcie łzy zaschnięte na policzkach. witaj odpoczynku w imię Twojego Boga. witajcie koszmary, tragiczna pielgrzymko, witajcie groby i trupy moich przyjaciół.
witaj evanescence, witaj jeszcze jedno.
marzenia, marzenia.
kiedy chciałaś, żeby wszystko było puchowe, różowe, żeby wróciło lato, żebyś paliła fajki oparta o balkon, słuchała wyznań przed wschodzącym słońcem, żebyś piła hektolitry Jacka Danielsa, żebyś leżała łagodnie w trawie i oddychała promykami spadającego na piegi słońca.
chciałaś, żeby trawa już była zielona, żeby drzewa kwitły tymi białymi sukienkami, żeby pić o świcie latte macchiato w porcelanowych filiżankach.
kiedyś.
kiedyś to znaczy dwie, trzy godziny temu.

piątek, 18 lutego 2011

first.

dziś postanowiłam umrzeć.
nie, to nie jest żaden cytat lub zdanie sformułowane na opis czy setny wpis na soupie. wcale nie wymyśliłam tego, by którykolwiek z moich przyjaciół wreszcie mnie zauważył. no, może z zauważaniem mojej osoby nie jest tak trudno, aczkolwiek na pewno ciężko jest z moimi problemami. według nich oczywiście jestem świątynią jogi i one po prostu rozpływają się w powietrzu przy kolejnych powtórzeniach mantry.
ewentualnie rozwiązuję je sama, bo przecież po co na lekcjach wf'u siedzę sama pod ścianą i moje czynności ograniczają się do patrzenia w okno i przełączania piosenek?
- ciii, zostaw ją, myśli... a widziałaś tą nową apaszkę od Hermesa?...
witajcie, nazywam się wielka myśląca Pirania, nie mam żadnych problemów, a cała szkoła zdaje się mieć ubaw, gdy nazywa mnie tą wychodzącą dziewczynką z klątwy.
z resztą, nawet nie wiem, o co im chodzi - nigdy nie oglądałam tego filmu.

środa, 16 lutego 2011

ostatnio, zbyt wiele mnie rozpada się na kawałki. ostatnio, zamiast jednej izabeli, żyje we mnie piątka postaci: mizantrop, pirania, tytus, pieczara i rysiek. magiczna piątka, która żyje gdzieś w mojej głowie i właśnie wpada na pomysł zrobienia czegoś szalonego. kto wie, może rysiek w końcu założy zespół swoich marzeń i będzie mógł żyć jak drugi Slash?...

poniedziałek, 14 lutego 2011

undercover.

czy na pewno tego oczekiwałaś od swojego bloga? nagłych zahamowań, "to jest głupie", piekących jak rana polana właśnie wodą utlenioną myśli. schowaj się. schowaj głowę pod stertą epitetów, zaprzeczeń zwyczajnego świata. gdzieś in my mind, z daleka od niepotrzebnego chaosu, pijąc herbatę z namiętnych naiwności...