czwartek, 26 kwietnia 2012

iasks.

nienawidzę mojego życia.
i chuj.

wtorek, 24 kwietnia 2012

run.


wszystko jest możliwe.
od jutra się zmieniam.


dotykam warg. nieświadomie, delikatnie, przesuwam po nich palcami, kiedy za brudnym oknem starego autobusu, przewijają się obrazy pól, domów, budowli, świateł. i choć ja, wpatrzona to nie zwracam na to wszystko najmniejszej uwagi - a przecież rozpoczęła się wiosna. jest pięknie, zielono, zakochano.
znowu płaczę.

sobota, 21 kwietnia 2012











Hippo stał się jeżem. wynikło to z sytuacji kryzysowej, powiedzmy sobie szczerze. stał się nosicielem igieł, być może jakimś przebiegłym ćpunem, i zamieszkał sobie spokojnie w pudełku pośród nitek i guzików. do tego przepisujemy biologię, uczymy się, kulturalnie, trzeba jakoś zdać. Gabi i Exis również dały się sfocić, a nawet dały wypić kawuchę i oglądały zdjęcia z vogue.
a tak po za tym, to jakoś mnie natchnęło, żeby uzupełnić tablicę korkową. tylko czym?...

PS. ten post stał się dziwnie dziecinny, może naprawdę zuchowieję? gdzie są moje wiejące tragizmem metafory jak "kładę nogi na telewizorze"? (nawiasem mówiąc, byłoby ciężko, mając wiszącą 47 calówkę). 

wtorek, 17 kwietnia 2012

letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor.letthebodieshitthefloor!

sobota, 14 kwietnia 2012




 więcej grzechów nie pamiętam.
i żadnego nie żałuję.

piątek, 13 kwietnia 2012

dnimymsierehw?...

osiem. bardzo ósemkowo dzisiaj.
szybciej już się nie daje. pędzimy na oślep, żeby przyszedł taki moment, kiedy zdajemy sobie sprawę... kolejny miesiąc za nami. kolejny miesiąc kłótni, smutków, przytuleń, spania, złości, herbaty, kawy, niezdrowego jedzenia, spacerowania, całowania się i trzymania za ręce. rozbierania-ubierania, macania, głaskania, lizania, łaskotania, chichotania. leżenia, siedzenia, chodzenia, stania, przytulania. miesiąc, który trochę - może miałeś rację - który był dla nas sprawdzianem słabości. jak daleko zajdziemy. ile potrafimy siedzieć obok siebie i się do siebie nie odzywać. jak długo potrafię słać rozdzielone spacją uśmieszki i miliardy kropek czy podsumowania znienawidzonym zlepkiem "mhm".
tracisz do mnie siły - to nic nowego. cóż, ubzdurałam sobie, że chcę chłopaka, który będzie mnie budził pocałunkami, albo chociaż smsem, który optymistycznie nastawi mnie na cały dzień. który będzie mówił mi swoje myśli, opowiadał cały swój świat, a nie zbywał mnie "o niczym". ubzdurałam sobie, że będzie pokazywał całemu światu, jak jestem dla niego ważna, żeby nikt inny nie mógł go dopaść.
nie ubzdurałam za to sobie, że będzie mnie leczył z kompleksów. toczył tą irracjonalną walkę z wiatrakami. że będzie tak patrzył mi w oczy. przewracał mnie na ziemię, czy całował na środku ulicy.
i teraz, słuchając pianinowej wersji mojej najbardziej ukochanej piosenki pixies, siedzę na biurku i piję herbatę. czarną. z cytryną. i jakoś mi tak siebie żal. gruszki na wierzbach nie rosną, "kochaj mnie takiego albo nie kochaj mnie wcale".



przecież oboje jesteśmy trochę szaleni.
[nie bij, ale Twoja grzywka i tak wygląda tu kretyńsko :*.]

sobota, 7 kwietnia 2012

qwerty.

wszystko zaczęło się od marzenia.
a marzenie przerodziło się w nadzieję.
nadzieja w słowo.
a słowo w czyn.

tak więc marzę. o wielu rzeczach właściwie, ale tylko niewiele przeradza się w nadzieję, a ta w słowo. marzę, zamykam oczy, bądź wprost przeciwnie, otwieram i rysuję palcami w powietrzu nade mną. uśmiecham się do siebie i widzę wszystko w wyobraźni. jak śmieję się w czapce z papieru, malując ściany na zielono. wieszając na oknie sznurki żurawi. siedząc na parapecie i sącząc herbatę. wystarczy, że wykonam głęboki wdech, a obrazy skaczą po mojej głowie niczym w kalejdoskopie. a kiedy któreś z nich się spełnia...
... wtedy dotykam nieba.

wtorek, 3 kwietnia 2012

jakoś dziwnie się czuję.
witaj, iask, jutro masz urodziny. siedemnaste. w sumie, chyba nic nie wnoszą, oprócz tego, że w prawie karnym traktowana jestem już jako osoba pełnoletnia. cóż. niestety, nic z tym nie zrobisz, dear iask. jutro spotkasz się z kjs i kolejny dzień pełen niespodzianek, zwiedzimy kolejne miejsca w poszukiwaniu jedzenia.
czy powinnam zrobić podsumowanie? ile schudłam, ile zarobiłam, ile zmian minęło w moim życiu?... chyba, w głowie jakieś mam. po co je spisywać? lepiej skończyć pisać tą cholerną historię jagny, pandy, tytusa, mizantropa, ryśka i pieczary.


cieszy mnie to, że za dziesięć dni będzie nasze bardzo ósme niebo, jeszcze cztery do pełnej rocznicy.

poniedziałek, 26 marca 2012

osiemdziesiąta pierwsza córka a.

wszystko skleja się na sekundy. ułamki, których mianownik przekracza moje zdolności matematyczne. i znów mieni się, spadając pomiędzy palcami. coś nieuchwytnego, co mogę opisywać tylko kolejnymi epitetami i wciąż nikt nie rozumie, o co mi właściwie chodzi.
czasami, sama też nie wiem, sklejam sama z wyrazów, z ciągu kolorowych liter jakieś zdania, stwierdzenia i nie rozumiem, jak to się ma do siebie, i, choć je łączę ze sobą pajęczyną, wciąż tego nie widzę. kilka postaci, połączonych jedną sytuacją, z miliardem pomyłek, z jedną myślą przewodnią. nie ma już sensu. kup popcorn, nałóż okulary, czekajmy razem na koniec świata. już ktoś to mówił, wielokrotnie w mojej głowie, wielokrotnie pod moimi palcami czcionką times new roman.
za tydzień po raz siedemnasty będę obchodzić moje urodziny. marzenie? tylko jedno marzenie. powtarza się wciąż i wciąż, choć nie mam okazji go wypowiedzieć... kiedyś stanie się realne.

sobota, 24 marca 2012

bardzo pilnie potrzebuję z kimś porozmawiać.
dlaczego nie powiesz, że Ci już nie zależy?...

czwartek, 22 marca 2012

panienka izabela, zatopiona w zapachu coco chanel. panienka izabela marzy o herbacie zielonej z miodem, w kubku idealnie dopasowanym do Twojego. panienka izabela ma za mniej niż dwa tygodnie siedemnaste urodziny. wszystko się toczy swoim rytmem. panienka izabela znów zapętla pianinowe utwory i czyta piękne książki.
ale przede wszystkim, panienka izabela...
żyje. oddycha. chodzi. uśmiecha się. płacze.
chodzi na spacery po bagnach w poszukiwaniu biedronki i łapie promyki słońca na policzkach.

sobota, 17 marca 2012

jeszcze trzy dni. niewiele.

czwartek, 15 marca 2012

ćrz.

- wiesz, masz już pięć postów na blogu w tym miesiącu.
- i co z tego?
- to, że jest dopiero piętnasty...

piętnasty, drugi dzień. uśmiechanie się do szyby w autobusie, z chwilowych wspomnień. zapętlanie kolejnych piosenek w takt zmieniania się obrazów w głowie. zaraz położę się spać, bo co innego mogę robić? jak prześpię, czas mi szybciej spłynie. sny zapewniają mi spokój.
wracaj, wracaj, wracaj, wracaj, wracaj, wracaj, wracaj, wracaj, wracaj. ja bez Ciebie - nic.

środa, 14 marca 2012

ęrz.

pierwszy dzień bez Ciebie. pierwsze godziny bez oddechu na karku, wyczuwalnego mimo dzielących kilometrów. dziś ich ilość z zaledwie dwóch - trzech do dwudziestu, wzrasta do tysiąca stu. pierwszy dzień przeżyć będzie trzeba bez rozkosznego dobranoc i uroczego dzieńdobry. i niebo się poszarzało, kiedy się zaczęło. i moje myśli, spustoszały. i teraz, siedząc sama w pokoju, myślę, kiedy wreszcie oszaleję. będzie mi ciężko, ale baw się dobrze.


edit. a w głowie wciąż mam to, jak cudnie nam było w tle comy.

wtorek, 13 marca 2012

urz.

znowu fascynuje mnie lomografia. znowu mam chęć na chwytanie chwil z życia w formie małych karteczek z kolorowymi, malowanymi światłem obrazkami. na chwytaniu oczu i kosmyków włosów, wtopionych w letni krajobraz naszego lenistwa. Ty, ja i krótkie urywki myśli. (prawie jak Ty, ja i Twoje uzależnienie, które tak często i szybko odbija mi się echem w mojej głowie). Ty, ja i palenie papierosów nad zalewem, picie tanich win. chwytanie chwil małym, plastikowym aparatem w różnokolorowych obudowach. jeden z nich być może niedługo znajdzie się w moim posiadaniu, w każdym razie o to proszę na czwartego - czwartego, który nie tak szybko nadejdzie. pojawi się z karteczką, że skończyłam 17 lat i - że w sumie, to ostatnie chwile mojej młodości. carpie diem, aż chciałoby się powiedzieć.
a najgorsze jest to, że przez najbliższy tydzień krople będą padać z nieba nieco wolniej. słońce świecić trochę słabiej. ludzie będą trochę inszi. moja droga do szkoły będzie trochę wolniejsza, a cisza coraz głośniejsza.
byle przeżyć. 
ps. a na oknie 74 (jak skrupulatnie policzył mój rodziciel) żurawi.


sobota, 10 marca 2012

gives you hell.

posprzątałam w pokoju
(jak widać, o już nie widać). 
ubrałam się i umyłam. 
pomalowałam.
i zaraz będę.

czwartek, 8 marca 2012

Kocham!

Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!
Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!
Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!
Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!
Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!
Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!
Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!
Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!
Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!
Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!Kocham!
uch... Strasznie!
                                       ~KJS

sobota, 3 marca 2012

xrz.

i wracamy do punktu wyjścia.
znowu znajdziesz mnie na podłodze, z słuchawkami w uszach w rytmie rage against the machine. znowu patrzę w górę i myślę, na chuj to wszystko. będę podnosić się tylko w dwóch celach. zwiększenia zawartości opróżnianej w kółko szklanki i zmienienia piosenki do zapętlania. 
a najchętniej to teraz poszłabym gdzieś, siadła i spaliła paczkę lucky strike'ów.
nie pytaj. nie dzwoń. nie pisz. nie szukaj.
i tak nie odbiorę / nie odpiszę / nie wstanę.

FUCK YOU I won't do what you tell me!

iask.

poniedziałek, 27 lutego 2012

zrz.

wiosno. chodź już. nie chowaj się za drzewami, widzę Cię przecież w tafli błękitnego nieba. wiosno, chodź już, otul mnie, otul nas swoją zielenią, swoimi zapachami. rozsiej wokół miłość. daj mi siłę, spakować swój plecak i wyjechać w bieszczady na weekend, pić herbatę w za dużych swetrach przy akordach gitary.
wiosno, zaczaruj mnie swym pięknem. otwórz mi oczy na sztukę. spełniaj marzenia, muskaj słońcem piegi.
wiosno. przyjdź. ogrzej nasze serca promieniującym dobrem.

poniedziałek, 20 lutego 2012

mrz.

happy birthday, kurt.


tak jakoś zmienia się mój pokój. a na drzwiach dwa niekształtne serduszka.